Artykuł został opublikowany w: Wobec Dobra i Prawdy w dialogu z Tischnerem, red. A. Bobko, M. Karolczak, IMJT, Kraków 2013, s. 22-34
Kiedy piszemy: „prawda”, „dobro”, „piękno”, mamy pokusę, żeby je pisać z dużej litery: Prawda, Dobro, Piękno. Ten sposób pisania (i myślenia) wskazuje natychmiast na metafizyczną koncepcję tzw. transcendentaliów, czyli pojęć, które mają najszerszy ze wszystkich zakres, obejmując sobą i w ten sposób przekraczając wszystkie rodzaje i gatunki; są to m.in. takie pojęcia jak „byt”, „jedno”, „prawda”, „dobro”, „piękno”. Przekraczając wszystkie rodzaje, równocześnie dotyczą one wszystkiego, co poszczególne, czyli każdej – mówiąc najbardziej neutralnie – rzeczy, o której można je „orzekać”. Oznacza to, że wszystko, co „jest”, jest jedno, jest bytem, ale także jest prawdziwe, dobre i piękne. Żeby zrozumieć, jak to jest możliwe, pomimo oczywistej kontrfaktyczności, trzeba oczywiście nawiązać do podwójnej tradycji metafizyki zachodniej: filozofii greckiej i objawienia biblijnego. Myśl, że „byt jest dobry”, pojawia się u Arystotelesa, Teofrasta, a także u Plotyna jako tożsamość bytu i piękna. Dziedzictwo neoplatonizmu stało się, jak wiadomo, poprzez myślicieli muzułmańskich i żydowskich, udziałem metafizyki średniowiecznej.
